Na początek uwagi techniczne i wyjaśnienie przyczyn połączenia właśnie tych ryb w jedną "bandę".
Są to ryby karpiowate, przy czym boleń jest jedynym żyjącym w Polsce typowym drapieżcą z tej rodziny. Nie ma uzębionej paszczy, nie licząc tzw. zębów gardłowych, które ma każda ryba - ale nie przeszkadza mu to w byciu doskonałym myśliwym i wielkim postrachem stad ukleji. Jaź i kleń są mu pod pewnymi względami bliskie - co prawda nie drapieżne, ale wszystkożerne ze skłonnościami do rybożerstwa (u klenia nawet silnymi - przy czym potrafi on żerować podobnie do bolenia, tj. głośno i widowiskowo). Podobne są w pokroju ciała i ogólnym wyglądzie srebrnej torpedy z czerwienią i czernią na płetwach; kleń zwykle nieco bardziej walcowaty od pozostałych, boleń najbardziej zwarty i dynamiczny w swoich liniach - tak bym to określił). Z tym srebrem też różnie bywa - stare jazie chowające się pod nawisami wierzbowymi są ciemnozłote, klenie też potrafią być złociste, a i boleń bywa różny. Ogólnie jednak wszystkie trzy ryby są modelowymi, dorodnymi rybami, z ciałem wrzecionowatym i przednim pyskiem - właśnie tak wyobrażamy sobie "rybę modelową" (tuszę sobie). Łączy je coś jeszcze: wszystkie te ryby przyczyniają się do udręki początkujących wędkarzy: widać je często, jak pływają sobie po rzece w tę i z powrotem, i nic sobie nie robią z naszych przynęt. Złowienie półmetrowego jazia, klenia lub bolenia nobilituje i czyni z moczykija wędkarza. To trzeba umieć. (Dodajmy, że boleń osiąga największe rozmiary - 5 kg to okaz, ale nie bardzo rzadki; jazie i klenie są okazowe już na poziomie 2 kg, jednak ryb o masie do 2 kg (50-60 cm) jest w porządnej rzece sporo).

Drugim podzbiorem w bandzie czworga jest trójca jaź, kleń, jelec: są to wszystko leuciscusy (odpowiednio: idus, leuciscus właściwy i cephalus), faktycznie do siebie podobne. Dorodnego jelca różni od klenia tylko wcięta płetwa odbytowa i dolny pysk. Nijak tu jednak nie pasuje boleń (Aspius aspius) - podobnie, jak do pierwszego tria nie pasuje jelec. To właśnie jego odmienność psuje nam zabawę: jest niewielką rybą spokojnego żeru tj. bez drapieżniczych zapędów, a 35 cm to już rzadki okaz. Tym niemniej wielu wędkarzy potrafi go docenić, zwłaszcza muszkarze. Łowienie go na suchą muchę wymaga sporo kunsztu i ostrożności - łowi się je dużo trudniej, niż kultowe u nas lipienie. Jest przy tym, co ciekawe, jedyną w tym towarzystwie rybą wartościową kulinarnie - ma smaczne, delikatne mięso. W rodzimej literaturze króluje jednak obiegowa formuła o tym, że ma on "mięso suche i ościste" - napisał to raz jakiś kulinarny matoł, a reszta powtarza. Suchy i ościsty to jest jaź, kleń i boleń za to są wodniste - i takoż ościste. Mają za to niewątpliwe walory sportowe dla wędkarzy.

Wszystkie cztery gatunki łączy to, że stosunkowo często mozna je zaobserwować w naturze: klenie widziałem we Wrocławiu nie tylko na Ślęży czy Oławie, ale też z mostów na Odrze i kanałach; patrolowały płycizny siejąc postrach wśród drobnicy, jak bolenie.
Tu fajna anegdota na temat rozróżniania tych gatunków w ich naturalnym środowisku. Szliśmy sobie z wujkiem i kuzynem po nabrzeżu portowym w Mrzeżynie, gdy najmłodszy z nas kuzyn zamarł nagle, wskazał na środek basenu portowego i powiedział typowym dla wędkarza, zelektryzowanym tonem: ALE KLENIE! Na to ja sie tym rybom przyjrzałem (była to banda kilku sztuk - największe miały tak po 50-55 cm, najmniejsze ze 25 cm) i orzekłem: nie, to JAZIE. Wujek przystanął, przyjrzał się bandzie i zawyrokował: chłopaki, to są BOLENIE. Równie znamienny był dalszy przebieg wydarzeń: podszedł jakiś robaczkaraz i machnął w ich stronę swoją spławikówką. Ryby spyliły w ułamku sekundy. Biedak chyba się łudził, że ma jakieś szanse - a nie miał ŻADNYCH. To naprawdę cwane ryby, nie dają się łatwo łowić. To była robota dla fachowca - należało tam pójśc o wschodzie lub zachodzie słońca i obrzucać basen (zwłaszcza wzdłuż nabrzeży) odpowiednio dobraną przynętą - maleńkim pilkerkiem lub obrotówką. Smaczku dodaje fakt, że było to nad samym morzem, w ujściu Regi - te bolenie mogły wypływać na żer na morze, a w basenie odpoczywać. A wtedy należałoby obmyślić inną taktykę.

Charakterki te nasze rybki mają wyraziste. Kleń wygląda poczciwie, żadnych zębów i kolców itp. - tymczasem akwaryści donoszą, że to najgorszy skurczybyk naszych wód! Zeżre w akwarium wszystkie ryby, które mu się zmieszczą w mordzie - a zbyt dużym przynajmniej wydziobie oczy. Zwykle widzimy klenie stojące w nurcie za mostem lub patrolujące rzekę w grupkach liczących kilka osobników; to "patrolowanie" jest dla kleni i jazi charakterystyczne. Oczywiście potrafią się skupiać w ogromne stada lub pływać samotnie - ale mówię o najbardziej charakterystycznych zachowaniach. Ciekawe zjawosko: w rzece stanowiska kleni i jazi występują na ogół naprzemiennie; nie wchodzą sobie wzajemnie w drogę, trzymają się odcinków rzeki, które opanowały (dotyczy mniejszych rzek).
Wszystkie te ryby są związane ze środowiskiem rzecznym - do tarła (wiosennego) potrzebują żwirowego dna z bystrym nurtem. Występują jednak w jeziorach zaporowych czy przepływowych, w stawkach, rozlewiskach i nawet dołkach zlokalizowanych w pobliżu rzek, a pojedyncze, duże sztuki - w zwykłych, przypadkowych gliniankach. Trafiają się mimo tego zbiorniki bezodpływowe z regularną populacją kleni, jazi i boleni - jak Jezioro Szmaragdowe w Szczecinie (prawdopodobnie dzięki bliskości Odry). Słyszałem też o jakichś odciętych od świata torfiankach (bajorkach ukrytych pośród mokradeł), w których występowała liczna populacja drobnego, brązowego w ubarwieniu jazia (woda ma tam kolor pepsi). Nie wiem, co na to nauka - ale prawdopodobnie ukształtowała się tam na drodze selekcji naturalnej lokalna populacja jazia, która nie potrzebuje do rozrodu żwiru i płynącej wody. Byłaby to nielada osobliwość.

Warto jeszcze wspomnieć o ozdobnej odmianie jazia, zwanej złotą orfą (orfa to inaczej jaź, którego z łaciny można by również nazywać idą) - jesto to dorodna, złocistopomarańczowa ryba, dość często spotykana w parkowych zadzawkach czy fosach. W odróżnieniu od kolorowych karpii, ryba ta się specjalnie nie oswaja z człowiekiem i zachowuje się zawsze raczej "dziko" i nieufnie - jest płochliwa. Karpie, chodowane przez człowieka od tysiącleci, dają się niekiedy oswajać i głaskać jak psy.